Podroz po bajkowym swiecie Kamili Pawluckiej

Kadry wyjęte niczym z bajek, zapamiętane z dzieciństwa obrazy i historie zaczerpnięte ze snów zapełniły na 3 tygodnie Galerię Maya.

Papier, farba, trochę wody i pędzelek – tylko tyle i aż tyle, wystarczy Kamili Pawłuckiej aby wciągnąć nas w świat swojej baśniowej wyobraźni. Mimo kapryśnej natury akwareli artystka subtelnymi kolorami i swobodnymi gestami, buduje niepowtarzalny świat, w którym spotkać można pędzącego Dziadka Mroza, zatroskanego Anioła na dachu czy dumnego Rajskiego Ptaka. W pracach Kamili wszystko płynie, wibruje, żyje własnym życiem, nic nie stoi w miejscu – sypie gęsto śnieg, spada rozpędzona gwiazda, a Rakietnicy mkną na swoim wehikule.

Artystka kieruje się do wewnątrz, do tego co być może jest nieuświadomione, oddając tym samym hołd wyobraźni. Od rzeczywistości woli głębokie sny w pracowni i fantastyczne wizje dziejące się gdzieś daleko na skraju świata. Nie od dziś wiadomo, że regresja do dzieciństwa służy inwencji twórczej. Wiedzieli to surrealiści, dla których sztuka dzieci była niezmiernie ważna. Bowiem dziecko – artysta dzięki swojej niedojrzałości tworzy sztukę, w porównaniu ze sztuką tradycyjną, bardzo oryginalną i niekonwencjonalną. Artystka zawarła przymierze z takim dzieckiem, które stało się źródłem inwencji twórczej, nieposkromioną kopalnią pomysłów.

Wszelkie konwenanse zostały tu złamane, niemożliwe miesza się z rzeczywistym – czy trawa może być czerwona, czy bocian może jeździć na rowerze? Może! Bo jak mówił Baudelaire nieświadomość „mówi językiem snów”, a tym samym jest ona wrogiem „wielkiego grzechu banalności”. Nie bądźmy więc banalni. Odrobina nienormalności nadaje życiu smak.

Poprzez sztukę Kamili Pawłuckiej wracamy do miejsc dzieciństwa i stajemy twarzą w twarz z naszym wewnętrznym szaleństwem, szaleństwem dziecka właśnie, które de facto kształtuje naszą dorosłą „normalność”. Patrząc na te prace przechodzimy przez to raz jeszcze, docierając do tego, o czym na co dzień nie mamy czasu myśleć. Sztuka Kamili jest wehikułem czasu – przenosi do otchłani dziecięcej nieświadomości, czyniąc otaczającą nas rzeczywistość bardziej znośną. Nie epatuje brutalnością, nie udaje że dokonuje analizy, że krytykuje, podczas gdy w rzeczywistości zgadza się z otaczającą rzeczywistością. Wręcz przeciwnie, obrazy artystki przynoszą chwilowe wytchnienie.

Poprzez to szczere, migotliwe, barwne i pełne dziecięcego zachwytu malarstwo, artystka zdaje się mówić: Oto ja – Kamila Pawłucka – oto moja twórczość, fantazja, pasja, oto mój świat.

 Marta Maksymowicz

Dodaj komentarz