Malarska majowka

Sjesta. Majówka nad morzem, a może na Mazurach? Leniwe grillowanie w ogródku znajomych, czy też obejrzenie zaległego filmu, przeczytanie czekającej na swoją kolej książki? Jeśli żadna decyzja jeszcze nie zapadła, może mistrzowie pędzla natchną Was ożywczym pomysłem na ten czas. Jak malarze widzieli ówczesną sjestę, odpoczynek? Oto parę przykładów z najwyższej półki.

Vincent van Gogh, Siesta, 1889-1890


Zacznijmy od Francji. Oddalmy się jednak od zatłoczonego Paryża i zanurzmy się w słonecznym południu, gdzie Vincent van Gogh maluje sjestę, obraz w którym  przemawia do nas niezwykle sugestywnym językiem kolorów. Gdzie niebieskie niebo, klarowne ostre żółcienie słońca, symbolizują niczym niezakłócony spokój pary odpoczywającej w cieniu stogów siana.

Edouard Manet, Pływające atelier Moneta, 1874

Są też tacy, którzy lubili łączyć przyjemne z pożytecznym. Mowa tu o Monecie, którego podczas pracy na łodzi sportretował Edouard Manet. W oddalonym zaledwie kilkanaście kilometrów od Paryża, malowniczym miasteczku Argenteuil, artyści szukali nie tylko spokoju, ale przede wszystkim formułowali swoje artystyczne credo -  wielką rewolucję w malarstwie – impresjonizm.

Paul Gauguin, Siesta, 1892-94

Inny z kolei artysta, swoje miejsce na ziemi znalazł na jednej z odległych wysp Polinezji. Nonkonformista Paul Gauguin, bo o nim mowa, w tej jakże egzotycznej dla Europejczyka krainie, znalazł magię i spokój, które stały się ostrym kontrastem dla epoki, w której przyszło mu żyć. Taki właśnie duch przemawia do nas z płótna artysty, na którym skoncentrował się na odpoczywających tahitańskich kobietach. Naturalny, niewymuszony wdzięk, leniwe pozy, rozmarzone melancholijnie twarze… Któż z nas nie chciałby zamieszkać w tradycyjnej chacie na palach, pod podłogą mieć błękitną lagunę, a za oknem wiecznie błękitne niebo…

Jan Steen, Fasolowa uczta, 1668

Przenieśmy się teraz na północ, do XVII-wiecznej Holandii, rzućmy okiem na płótno Jana Steen’a, które streścić można w trzech słowach: wino, kobiety i śpiew. Ten artysta tłocznych scen potrafił przykuć wzrok – przepełnione domostwo z wesoło zabawiającym się towarzystwem, porozrzucane niedbale cynowe dzbany i patelnie, to stały repertuar w oeuvre artysty. Zwróćmy jeszcze tylko uwagę na mistrzostwo z jakim Steen oddaje faktury i różnorodne powierzchnie: wspomniane już naczynia, atłasowe i jedwabne stroje, drobiazgowy deseń na obrusie -  wszystko tu wygląda jak żywe.

Teodor Axentowicz, Kołomyjka, 1895

A jak obrazują wypoczynek nasi rodowici malarze?
Był sen, odpoczynek przy przy pracy, słodkie tahitańskie lenistwo i holenderska uczta, przyszedł zatem czas na kołomyjkę. Nie ma chyba nic bardziej wdzięcznego niż radość płynąca z zabawy. Takiego też zdania mógł być Teodor Axentowicz, który swoim obrazem przenosi nas w świat wsi z początku XX wieku. Taniec, czyli tytułowa kołomyjka, jest głównym bohaterem przedstawienia. Wirujące wstążki, barwne chusty na głowach tańczących boso kobiet, oddają szalenie wymownie całą spontaniczność, wigor i energię tej właśnie sceny.

Gdyby ten krótki tekst nie zaspokoił Waszego głodu sztuki, a cały maj postanowicie spędzić w Toruniu, spacerując zabytkowymi uliczkami Starówki, wstąpcie do naszej galerii– gorąco zapraszamy.

Marta Magdalena Maksymowicz

Dodaj komentarz