Miesięczne archiwum: Marzec 2012

Van Eyck, Caravaggio i Dali, czyli Swieta Trojca malarstwa.

Jak mówi historia arcydzieła malarstwa sakralnego, to trofea długiej, złożonej batalii zwanej ikonoklazmem. Być może właśnie dlatego, iż te „przyjemności wzrokowe” zostały zdobyte w tak zaciętym sporze tylko te doznania zaostrza. Skosztujmy zatem trzech wielkich arcydzieł malarstwa, które poruszają sferę sacrum.
Gdy zadamy sobie pytanie w jaki sposób ukazywana była Madonna z Dzieciątkiem,  niemalże każdy przywoła w swej pamięci obrazy z tronującą centralnie Marią, która na kolanach trzyma błogosławiącego Ziemię małego Chrystusa. W całej historii sztuki istnieją jednak przedstawienia bardziej rozbudowane i intrygujące. Jedno z takich dzieł znajduje się w Paryżu, w Luwrze. Jest to niezwykle wyrafinowana wariacja wspomnianego tematu biblijnego, autorstwa niderlandzkiego malarza Jana van Eyck’a. Artysta uzyskując wysoką pozycję na dworach książęcych, tworzył dla nie byle jakiej klienteli, bo m.in. dla samego  kanclerza dworu – Nicolasa Rolin. Kanclerz w 1435 roku zlecił artyście wykonanie obrazu ukazującego adorację Madonny z Dzieciątkiem, obrazu który stał się kwintesencją północnoeuropejskiego renesansu.van Eyck-Madonna Kanclerza Rolin
W niewielkim, wspaniałym, pałacowym wnętrzu widzimy trzy postacie, które – co zdumiewające – istnieją w tym samym wymiarze. Inaczej niż w przypadku przedstawień średniowiecznego ikonografizmu, gdzie fundator widniał w mikroskali, gdzieś na uboczu, na peryferiach głównej sceny. W przypadku naszego dzieła Nicolas Rolin jest pełnoprawnym bohaterem całej sceny. Co więcej, jego strój jest równie bogaty jak strój Madonny. A jego niewzruszony, surowy wyraz twarzy łagodzi jedynie podległa pozycja w jakiej się znajduje, klęczy on bowiem na pre-dieu.
Jedynym gościem ze świata nierealnego jest anioł koronujący Marię. Sacrum i profanum zostało splątane.
Zwróćmy jednak uwagę na roztaczający się za arkadami krajobraz, gdzie życie toczy się normalnym rytmem. Bez świadomości tego co się dzieje „za plecami”. Artysta przenosi nas w inną przestrzeń. Z góry spoglądamy na oplecione winnicami gaje, które znajdują się na obrzeżach graniczącego z rzeką, zaludnionego miasteczka. Nieco bliżej, na galerii stoi dwóch odwróconych do nas tyłem mężczyzn, jeden z nich ma na głowie czerwony turban. To prawdopodobnie sam Jan van Eyck. Takich „niespodzianek” jest w obrazie znacznie więcej.
Czytaj dalej