Pejzaż wewnętrzny Marty Lipowskiej.

Śledząc malarstwo Marty Lipowskiej wnikliwy obserwator z pewnością zauważy, że artystka nie stara się dokumentować rzeczywistości. Jej obrazy nie są notatkami z otaczającego nas świata, a raczej malarskim fantazmatem czasu. Uchwycone na płótnie chwile i wrażenia z pewnością posiadają swoją realną inspirację, jednak artystka przetwarza je w taki sposób, iż stają się one Jej wewnętrzną wypowiedzią.

Tytuł: Czereśniowa II

Tytuł obrazu: Czereśniowa II, format 50x40.

Nie znajdziemy w tych pracach dominującej kolorystyki, czy motywu przewodniego, odkryjemy natomiast niesamowitą grę światła, w wydobyciu którego istotną rolę pełni nad wyraz zróżnicowana faktura. Prowadzona przez artystkę rozgrywka między światłem a fakturą, na pierwszy plan wysuwa formę tychże obrazów,  na których to czasem wyłania się  jakaś postać. Niejednokrotnie tajemnicza, ponieważ całkowicie pozbawiona szczegółów.
Z każdego płótna emanuje zachwyt nad codziennością. Czy są to sceny w ogrodzie, czy wyciszony pejzaż morski, widoczna jest nieskończona admiracja świata. Jednym razem widz zaproszony zostaje przez artystkę do wypełnionego emocjami i feerią barw ogrodu, innym razem  porwany jest  na bezludny brzeg morza, który buduje wyjątkowy, nostalgiczny nastrój przepojony ciszą.
Zachwycające grą światła, koloru i faktury, wyraziste, a tym samym rozpoznawalne malarstwo Marty Lipowskiej ukazuje zapis wizji, często nierealistyczny, niemalże abstrakcyjny „pejzaż wewnętrzny”.

M. M.: Maluje Pani sceny z życia codziennego, są to misternie przez Panią wybierane zdarzenia czy tworzy Pani pod wpływem chwili?
M. LIPOWSKA:
Inspiracją do powstania obrazu jest dla mnie zawsze ciekawa sytuacja kolorystyczna. Nie zawsze mam możliwość malowania z natury – w przypadku postaci w ruchu lub szybko zmieniającego się światła jest to chyba niemożliwe, dlatego często maluję na podstawie zdjęć.

M. M.: Co najbardziej interesuje Panią w otaczającej rzeczywistości?
M. LIPOWSKA:
Najbardziej interesuje mnie światło i kolor – za ich pomocą buduję nastrój obrazu.

M. M.: Kim są postaci z Pani obrazów?
M. LIPOWSKA:
Często są to zupełnie przypadkowi przechodnie, ale maluję też osoby z mojego otoczenia. Dziewczynka z moich obrazów to moja córka.

M. M.: Dominantą w obrazach są kolor, światło i faktura, czy to znaczy, że formę przedkłada Pani nad treścią?
M.LIPOWSKA: Tak. Temat obrazu jest rzeczą wtórną, więc nawet gdy maluję kogoś dla mnie bliskiego staram się unikać sentymentów – postać jest plamą kolorystyczną, równie ważną dla kompozycji obrazu jak np. fragment ściany.

M. M.: Kolor jest nośnikiem emocji. Jakie emocje kierują Panią podczas tworzenia?
M. LIPOWSKA:
Najczęściej zapominam o całym świecie i skupiam się na malowaniu. W zależności od nastroju używam różnych barw. Czasem chętniej zabieram się za tematy „pochmurno-deszczowe”, utrzymane w chłodnej tonacji, innym razem wolę malować „słonecznie”, używając ciepłych, nasyconych kolorów.

M. M.: Skończyła Pani Malarstwo na Wydziale Artystycznym UMCS w Lublinie, jaki artysta jest Pani najbliższy, czyją sztukę ceni Pani najwyżej? Czy jest twórca, który jest dla Pani inspiracją?
M. LIPOWSKA:
Mam kilku ulubionych malarzy, z których chyba najbardziej cenię sobie Moneta i Muncha. Bardzo bliska jest mi sztuka kolorystów i impresjonistów. Lubię malarstwo inspirowane naturą.

M. M.: W jaki sposób studia artystyczne ukształtowały Pani malarstwo? Czy miały duży wpływ na sposób w jaki teraz Pani tworzy?
M. LIPOWSKA:
Na pewno tak, choć wcześniej skończyłam liceum plastyczne, więc moje malarstwo było już trochę ukształtowane. Swój styl i technikę rozwinęłam dopiero kilka lat po studiach, kiedy to nie miałam już oparcia w żadnym autorytecie.

M. M.: Jak określiłaby Pani swoje malarstwo?
M. LIPOWSKA:
Moje malarstwo jest inspirowane naturą, ale nie interesuje mnie wierne jej kopiowanie. Nie utożsamiam się z żadnym konkretnym kierunkiem – myślę, że takie określanie bardziej potrzebne jest osobom, które zajmują się sztuką tylko teoretycznie, niż samym twórcom.

M. M.: Czy Pani dzisiejsze prace różnią się od tych wcześniejszych? Jak zmieniło się Pani malarstwo?
M. LIPOWSKA:
Bardzo! Przede wszystkim technika – kiedyś malowałam farbami wodnymi na pokładzie z tektury lub kartonu i były to głównie martwe natury. Po studiach, gdy zaczęłam szukać własnego stylu, bardziej zainteresowałam się malowaniem ludzi. Moje prace zmieniają się cały czas – razem ze mną; kilka lat temu lubowałam się głównie w błękitach i fioletach, teraz chętniej używam ciepłych barw.

M. M.: Snycerstwo i grafika użytkowa to inne techniki, w których Pani tworzy. Która z tych technik jest Pani najbliższa, która jest najważniejsza?
M. LIPOWSKA
: Grafika użytkowa to przeszłość – już się tym nie zajmuję. Obecnie pracuję w Warsztacie Terapii Zajęciowej, gdzie uczę osoby niepełnosprawne rzeźbić w drewnie – snycerstwo okazało się być bardzo dobrą formą terapii. Sama już się nie realizuję w tej technice, za bardzo pochłania mnie malarstwo; to ono jest dla mnie najważniejszą formą wyrazu.

M. M.: Czy malarstwo pozwala przekazywać Pani inne emocje od tych jakie niesie ze sobą np. grafika?
M. LIPOWSKA:
Malarstwo posługuje się przede wszystkim kolorem, który jest jednym z ważniejszym nośników emocji; myślę, że nie da się tego zastąpić żadną inną techniką.

M. M.: Jak oceniłaby Pani dzisiejszą scenę artystyczną?
M. LIPOWSKA:
Tak bardzo tego nie śledzę. Nie staram się nadążać za najnowszymi trendami, zdaję sobie sprawę z tego, że tradycyjne malarstwo jest być może nieco archaiczną formą artystycznego wyrazu. Myślę, że po zachwytach nad możliwościami jakie niosą nowe technologie minie moda na druk cyfrowy, instalacje, video art itp. i obrazy powrócą „na salony”.

Marta Maksymowicz

Dodaj komentarz