Olejny przemysł malarski – McDonaldsem sztuki

Już dawno zdążyliśmy przyzwyczaić się do pewnej frazy, która dzisiaj widnieje na metkach niemalże każdego produktu. Brzmi ono „Made in China”. Zdanie to wywołuje mieszane uczucia. Produkt jest chiński – a więc kusi niską ceną. Jednak, czy „tańszy” znaczy „lepszy”?

Chińskie produkty, nie rzadko kiepskiej jakości,  zalewają rynek… czy jednak ktokolwiek pomyślałby, że ucierpi na tym również sztuka? I tu właśnie zaczyna się temat – rzeka…. Od niedawna w warsztatach i fabrykach azjatyckich dziesiątki tysięcy robotników produkują nowe „stare obrazy”.  Efektem  są niemalże mechanicznie wykonywane  kopie obrazów wielkich mistrzów, typowe XIX wieczne krajobrazy, sceny rodzajowe itd.

W Chinach działają tzw. „wioski artystyczne”, w których pracują i mieszkają rzesze anonimowych robotników. Można tu podać przykład Dafen – jest to wioska artystyczna mieszcząca się na peryferiach Shenzhen. Jest to mała miejscowość, a zarazem największe światowe zagłębie kopiowanego malarstwa. O wiosce tej mówi się, że jest to miejsce, gdzie „Vincent van Gogh spotyka się z Henrym Fordem”. Skąd ten wniosek? Jeden z twórców malarskiego biznesu stwierdził kiedyś, że skoro Ford wymyślił taśmę do produkcji samochodów, można to samo zrobić z obrazami, trzeba tylko podzielić pracę malarza na poszczególne czynności i przydzielić je różnym zespołom. Włos jeży się na głowie, jednak taka jest prawda, Chińczycy działają właśnie w ten sposób.

Wioska artystyczna to w rzeczywistości wielka fabryka – nowoczesna, skomputeryzowana. Studia malarskie mieszczą się w szarych blokach na tyłach galerii. W klitkach pracuje tam i mieszka osiem tysięcy artystów i ich pomocników. Ci ostatni domalowują detale, jeden robi same chmury, drugi – kwiaty, trzeci – drzewa. Pracownicy monotonnie kopiują wciąż ten sam motyw, aż pociągnięcia pędzlem mogliby wykonać prawie we śnie. W niektórych pracowniach każdy zatrudniony jest odpowiedzialny za wybrany kolor. Tym samym ruchem nakłada swoją porcję farby na płótno, po czym przekazuje niedokończony obraz następnemu malarzowi. Jest praca taśmowa, która  ma niewiele wspólnego ze sztuką.  Kopista dostaje około 30 – 40 centów za obraz a dziennie jest w stanie namalować 30 – 40 obrazów…

Namalowanie dobrej kopii to nie jest kwestia dnia czy tygodnia…, czym więc są „obrazy” produkowane przez chińskich kopistów? Gdzie jest głębia w tych pracach? Czy obrazy, które powstają w fabryce można nazwać sztuką? Warto się zastanowić, czy naprawdę chcemy „ozdabiać” wnętrza swoich domów sztuką, która jest produkowana „na metry”.

Autor: Wioleta Stuka

Dodaj komentarz